Z polskiej perspektywy
08.12.2011
Kardiologia Prewencyjna 2011: A diabeł jednak straszny
Na początku bieżącego roku na łamach tygodnika Journal of the American Medical Association (JAMA) opublikowano wyniki badania, które podważały zalecenia o konieczności ograniczania spożycia sodu w diecie. Praca wzbudziła wiele dyskusji wśród kardiologów i hipertensjologów. Jak twierdzi główna autorka badania, dr hab. Katarzyna Stolarz-Skrzypek, jej praca wskazuje, że ograniczenie spożycia soli może przynieść nieoczekiwane efekty i prowadzić do wzrostu ryzyka chorób sercowo-naczyniowych.
Na listopadowej konferencji naukowej Sekcji Epidemiologii i Prewencji Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, która miała miejsce w Krakowie, odbyła się sesja Pro-Kontra poświęcona temu zagadnieniu. Na pytanie „czy ograniczać spożycie soli?” argumenty na „tak” zaprezentował prof. dr hab. med. Andrzej Pająk, dyrektor Instytutu Zdrowia Publicznego Wydziału Nauk o Zdrowiu Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, z którym rozmawia Marzena Sudoł.
Jakie miejsce wśród czynników ryzyka chorób układu sercowo-naczyniowego zajmuje duża zawartość soli w diecie?
Do szeroko uznanych czynników ryzyka chorób układu sercowo-naczyniowego należy: nadciśnienie tętnicze, hipercholesterolemia, palenie tytoniu, cukrzyca, otyłość i brak aktywności fizycznej. Wysoka zawartość sodu w diecie wiąże się z wyższym ciśnieniem tętniczym, a zatem spożycie sodu ma najprawdopodobniej pośredni wpływ na zapadalność na te choroby.
Korelacja między sodem a wysokim ciśnieniem tętniczym została niedawno podważona i wywołuje wiele dyskusji.
Sesja, która odbyła się na krakowskiej konferencji naukowej „Kardiologia prewencyjna 2011 – wytyczne, wątpliwości, gorące tematy”, potwierdziła wątpliwości, jeżeli chodzi o zależność między spożyciem sodu a ciśnieniem tętniczym. Doc. Stolarz-Skrzypek zreferowała w obszerny sposób dotychczasowe publikacje naukowe na ten temat i wskazała, że ich wyniki nie są jednoznaczne. Częściowo wskazują również na zależność odwrotną, to znaczy: im wyższe spożycie sodu, tym niższe ciśnienie tętnicze. W czasie sesji zwrócono również uwagę na fakt, że ograniczenie spożycia sodu u pacjentów z niewydolnością krążenia niekoniecznie jest wskazane.
Czy Pan może się z tym zgodzić?
Trudno zaprzeczać wynikom dobrze zaplanowanych badań, jednak przyjęcie jakiejkolwiek hipotezy w nauce wymaga m.in. jej potwierdzenia w innych badaniach, w tym także z innych dziedzin, a także wyjaśnienia zasadniczych wątpliwości z nią związanych. W swoim wystąpieniu wskazałem na wyniki badania INTERSALT, w którym przebadano 52 populacje z całego świata. Stwierdzono, że występowanie zależności pomiędzy spożyciem sodu a wartościami ciśnienia tętniczego oraz dynamiką przyrostu ciśnienia tętniczego z wiekiem, zależy od tego czy w analizie uwzględniono populacje o bardzo niskim spożyciu sodu. W tych populacjach spożywana sól ma prawie wyłącznie pochodzenie naturalne, a nie jest dodawana w procesie konserwacji i produkcji żywności oraz w czasie przygotowania kulinarnego. Zatem, jeżeli badania są w większości prowadzone w populacjach wysokorozwiniętych, które charakteryzuje bardzo wysokie spożycie soli – można powiedzieć prawie wszyscy są „wysyceni” solą – zależność pomiędzy wielkością jej indywidualnego spożycia a wartością ciśnienia tętniczego może się już nie manifestować.
Abyśmy więc mogli poprawić stan naszego zdrowia, nie powinniśmy ograniczyć się do porad dotyczących obniżenia spożycia soli, tylko doprowadzić do zmniejszenia spożycia poprzez wpływ na główne źródła podaży.
Zatem dla miłośników soli nadal nie ma dobrych wiadomości: wyniki badania przeprowadzonego przez doc. Stolarz nie doprowadzą do zmiany wytycznych i wciąż powinniśmy ograniczać jej spożycie.
Ani wyniki przedstawionych badań, a tym bardziej opinie eksperckie, nie pozwalają na przyjęcie radykalnej zmiany dotychczasowych zaleceń.. Wymagałoby to silnego potwierdzenia w dalszych badaniach naukowych. Niestety, zarówno spożycie soli, jak i ciśnienie tętnicze to cechy o dużej zmienności osobniczej, a na dodatek metody pomiaru spożycia soli są trudne do zastosowania w badaniach przeprowadzanych na dużych grupach. Wyniki badania, które cytowałem w czasie dyskusji, oraz badań, o których mówiła doc. Stolarz-Skrzypek, opierały się na określaniu dobowego wydalania soli z moczem. Jest to bardzo trudna i kosztowna procedura i niewielu badaczy mogło się zdecydować na jej zastosowanie.
Mamy jednak coraz więcej danych. Z przyjemnością usłyszałem, że w prowadzonych obecnie badaniach są również rekrutowane populacje o niskim spożyciu sodu, a to, być może, pozwoli uzyskać pewniejszą odpowiedź na nurtujące nas pytanie o zależność, o której tu mówimy.
Wielokrotnie mówi się o trudności wyegzekwowania od pacjentów rzucenia palenia czy zwiększenia aktywności fizycznej. W przypadku ograniczania sodu jest jeszcze trudniej, bo przeciętny Kowalski nie ma świadomości, że sód stanowi dodatek nawet do słodkich płatków śniadaniowych czy wody mineralnej.
Kontrolowanie spożycia sodu w warunkach klinicznych jest prostsze, pracują nad tym dietetycy i sprawdzane są pod tym kątem potrawy przygotowywane w kuchniach. W populacji ogólnej jest to jednak bardzo trudne. Spożywamy głównie sól dodaną w procesie konserwacji i produkcji żywności oraz w procesach kulinarnych, których sami nie kontrolujemy (np. w restauracjach). Dlatego też towarzystwa naukowe postulują zmniejszenie spożycia soli w ramach strategii ogólnopopulacyjnej. Usiłują wpłynąć zarówno na procesy produkcji, jak i kulinarne, żeby zmniejszyć zawartość sodu w sprzedawanych produktach i potrawach, a także dążą do pogłębienia wiedzy społeczeństwa, które produkty należy wybierać do spożycia, a których należy unikać. Nie chodzi zatem tylko o ograniczenie spożycia jedynie tej soli, którą wielu z nas dodaje do potraw, które są już na talerzu, choć w obecnych warunkach lepiej nie sięgać po solniczkę.
Dziękuję za rozmowę.
- |
- © 2007-19.05.2012 Fundacja Instytut Aterotrombozy
- |
- www.FaktyMedyczne.pl ISSN 2081-8017
- |
- Nota prawna
- |
- Kontakt z nami
- |
- Pracuj dla nas
- |
Technologia:

drukuj
